Ku chwale Bohaterskich Obrońców Westerplatte w 72 rocznicę niemieckiej napaści na Polskę,

fragment rozdziału 1 września" z mojej książki "Westerplatte 1939. Prawdziwa historia"

dotyczący sytuacji na Westerplatte od około godz. 0100 do momentu opuszczenia placówki "Prom"

dowodzonej przez chorążego Gryczmana,

gdzie toczyła się walka, która rozstrzygnęła o dalszej obronie Westerplatte.

 

 

Uwaga: Fragment rozdziału cytuję bez korekty i niektórych przypisów (taką wersję akurat mam pod ręką). Tekst nieco różni od tego który jest w książce, inne są numery przypisów, jest więcej informacji, cytowanych dokumentów, no i przede wszystkim unikatowych archiwalnych zdjęć.


 

1 września

 

piątek

 

wschód słońca 0545 – zachód 1926

 

 (...)

 

Około godz. 0100 do Wartowni Nr 1 przyszedł dowódca patrolu plut. Józef Bieniasz. „Chłopcy uważajcie, bo to dziś 1 września, a Hitler lubi nieparzyste dni”. Zapisał swoje uwagi w księdze wartowniczej i poszedł dalej sprawdzać warty oraz posterunki[1].

W koszarach w sali żołnierskiej nie wszyscy spali. Część żołnierzy pisała do rodzin i bliskich, ale mieli małą nadzieję, czy te listy dotrą do adresatów[2].

 

Kompania szturmowa zakończyła wyokrętowanie ze „Schleswig-Holsteina” o godz. 0145[3]. Do godz. 0400 miała zająć pozycję wyjściową do ataku na polską Składnicę na między odcinkiem muru z bramą kolejową a Mewim Szańcem[4]. Trzy plutony cicho przemknęły przez zarośla przy twierdzy Wisłoujście, przebiegły przez port żeglarski, na tle ciemnego nieba zarysowały się kontury murów Mewiego Szańca. Do murów Składnicy zostało 400 metrów[5]. Teraz muszą poczekać na pierwsze salwy pancernika. „Westerplatte to drobiazg, chłopcy. Niewielu tam broni” – zagrzewał do walki swoich podkomendnych por. Wilhelm Henningsen[6] „Przejdziecie przez Westerplatte spacerkiem“ - zapamiętał z tamtych chwil żołnierz Kompanii Szturmowej, Helmut Schauer[7].

W tym czasie „Schleswig-Holstein” zrzucił cumy, pozostał przycumowany tylko do dwóch dalb[8] i podał wybraną cumę rufową holownikowi „Danzig”[9].

 

Chorąży Jan Gryczman po rozmowie z mjr. Sucharskim wrócił na „Prom”. Tam żołnierze czuwali na stanowiskach. „Broń naładowana, w każdej chwili gotowa do otwarcia ognia” – wspomina Gryczman. Po dokonaniu kontroli na „Promie” Gryczman poszedł odpocząć w szałasie zbudowanym koło „Promu”. Nie dane mu jednak było wypocząć, bo nagle usłyszał, że wartownik kogoś zatrzymuje. Był to mjr Sucharski. Gryczman wyszedł mu na spotkanie i zameldował o stanie gotowości bojowej placówki „Prom”. Chorąży poinformował komendanta Składnicy o dokonanych spostrzeżeniach: zamianie schupowców na uzbrojonych żołnierzy, motorówkach na kanale, ewakuacji ludności, kursujących tramwajach w środku nocy. Sucharski jakby z pewnym niedowierzaniem zapytał go, czy on sam to wszystko stwierdził! Po potwierdzeniu przez Gryczmana, Sucharski bardzo zdenerwowany powiedział: „Gryczman, ja na pana liczyłem, jak na starego żołnierza. Miałem ochotę pozostawić pana w stałej załodze, a pan mi rozsiewa nieprawdopodobne wiadomości. To może ujemnie wpłynąć na dyscyplinę żołnierzy” (!). Czyżby Sucharski zamierzał usunąć z załogi Składnicy instruktora wojskowego, jednego z najbardziej doświadczonych żołnierzy, weterana I w.ś.?! Sucharski miał powiedzieć jeszcze więcej gorzkich słów pod adresem Gryczmana, gdy nagle w trakcie rozmowy usłyszano zbliżający się za murem patrol niemiecki. Sucharski przerwał rozmowę, wszedł na schodki punktu obserwacyjnego i sam stwierdził, że to nie idzie patrol gdańskiej policji, tylko patrol złożony z niemieckich żołnierzy. Major zszedł ze schodów, chwilę pomyślał i bardziej do siebie, niż do Gryczmana powiedział: „Widocznie nie wierzą schupowcom i obsadzili wartownię rezerwami policji”. W tym momencie usłyszeli jak gdzieś daleko jedzie coś ciężkiego po szosie, słychać było zgrzyty i piski[10]. Była godzina 0200 1 września 1939 r[11].

 

Hałasy słyszane przez Sucharskiego i Gryczmana być może były niczym innym jak odgłosami tramwajów, które wyjechały z zajezdni w Nowym Porcie, aby mogła się nimi ewakuować do Gdańska część mieszkańców tej dzielnicy z miejsc zagrożonych działaniami wojennymi. „Martwa, złowroga cisza panowała w porcie, a w Nowym Porcie słychać było brzęk tramwajów, które o tej porze zwykle już nie jeździły. (Była godz. 2.00 w nocy)[12].

Około godz. 0245 do podoficera służbowego plut. Józefa Łopatniuka zadzwonił mjr Sucharski pytając co słychać. Łopatniuk zameldował, że u niego wszystko w porządku[13].